Start » Wydarzenia » Jan Rudziński, mat z ORP "Piorun"

Marynarka wojenna

Nowe

Najciekawsze

Szukaj
Loading
Nasze strony

Guziki polskiej MW 1918-2008

Na stronie jest
15
zwiedzajacych

Jan Rudziński, mat z ORP "Piorun"

Jan Rudziński, mat z ORP
Wręczanie bandery wojennej ORP

   Po raz pierwszy oko w oko spotkaliśmy się na pokładzie ORP „Błyskawica”. Mat Jan Rudziński przywiózł do kraju i podarował banderę wojenną ORP „Piorun” dowódcy Okrętu-Muzeum kmdr. por. Mieczysławowi Waryszakowi.
   Jan wyjechał z Polski wraz z rodzicami, emigrującymi w roku 1931 poszukującymi chleba. Ostatecznie zatrzymali się we Francji. Ojciec Jana kopał węgiel. Jakoś już byli urządzeni, gdy wybuchła wojna. Osiemnastolatek Jan poszedł jajo ochotnik do Marine Nationale. Trafił do załogi „Ouragana”. Jednostkę przekazano 18 lipca 1940 polskiej Marynarce Wojennej, działającej z baz w Wielkiej Brytanii. Niszczyciel służył do 30 kwietnia 1941. Niewiele było niego pożytku. W morzu był raptem 30 dni; przez 60 dni cumował w porcie zaś resztę czasu służby pod polską banderą to znaczy 194 dni spędził w nieustannych remontach. Przypomnijmy, że bezpańskie okręty przejęte po Francuzach w polskiej MW nosiły nazwę: Okręt Francuski „OF”; nosiły banderę polska i francuska zaś „Médoc” – jedyny podczas wojny okręt nosił trzy bandery: polską,  francuska i brytyjską. Otrzymaliśmy wówczas jeszcze dwa patrolowce pomocnicze wspomniany „Médoc”: i „Pomerol”, które były w jeszcze gorszym stanie technicznym. Kiedy wreszcie oddaliśmy oddaliśmy „Médoca” Brytyjczykom, poprosili aby pozostawić na okręcie polskiego dowódcę oraz grupę specjalistów, których bardzo wówczas brakowało w Royal Navy. Ostatecznie podczas jednego z patrolów, 26 listopada 1940 okręt trafiła bomba zrzucona z niemieckiego samolotu. Zginął dowódca kmdr por. Roman Stankiewicz, brat Mamerta Stankiewicza, który zginął 26 listopada 1939 na s/s „Piłsudski”.
   R. Stankiewicz był dowódca rejsu naszego dywizjonu niszczycieli, który tuż przed wybuchem wojny odesłano z Gdyni do Wlk. Brytanii. [Więcej o Stankiewiczach patrz na naszej stronie w wydawnictwach: Śladami ludzi morza. Jan Stankiewicz – kapitan żeglugi wielkiej oraz w Dzienniku Bałtyckim z 23 maja 2008 „Był jeszcze czwarty brat”].
   Rudziński trafił w skład załogi niszczyciela ORP „Piorun”, na którym dosłużył się stopnia mata oraz doczekał końca wojny. Okręt wydzierżawiono w listopadzie 1940 aby zastąpił zatopionego ORP „Grom” we fiordzie Rombakken pod Narvikiem. Załoga nowego nabytku MW składała się w większości z uratowanych marynarzy z „Groma” pod Narvikiem oraz uzupełniona została ochotnikami Polakami z Francji.
   Polaków „polskich” – to znaczy w Gdyni – oraz francuskich wiele dzieliło. To dopiero można było poznać po wielu spotkaniach oraz licznych prawdziwie szczerych rozmowach w Anglii i czasami w Polsce. Starzy piorunowcy czuli się wyjadaczami, wygami morskimi, byli na wojnie od jej pierwszego dnia, tonęli... Ochotnicy francuscy byli w ich oczach żółtodziobami, trzymali się ze sobą a ponadto gadali w tym swoim niepojętym języku między sobą... Czy czasem się z nas nie naśmiewali? Doszło nawet do tego, że zakazano rozmawiania po francusku.  To jeden aspekt sprawy. Drugi, wynikły z pierwszego jest poważniejszy. Polacy francuscy byli zawsze na końcu listy do wyróżnień. Takie zrządzenie losu. Chociażby wyróżnienia mata Edwarda Doleckiego. Powtórzył on dowódcy okręty meldunek przekazany z bocianiego gniazda przez obserwatora ochotnika z Francji Adama Wiśniewskiego, że dostrzegł „Bismarcka”. Adama wysłano na bocianie gniazdo, bowiem miał wówczas najlepsze oczy na okręcie! Wypatrzył wroga. Zameldował. D.o. kmdr por. Eugeniusz Pławski otrzymał Distinguished Service Cross, Dolecki – Distinguished Service Medal.
   Jak to było w istocie dowiedziałem się znacznie później od Adama podczas kolejnych spotkań. Wyszły na jaw także inne aspekty życia polskich marynarzy-ochotników z Francji. Rudziński potem wraz z Adamem, który wówczas był łącznikiem w wachcie bojowej na GSD potwierdził tę wersje wydarzeń. Mówili o wielu innych aspektach swojego marynarskiego życia...
   Wojna dobiegła końca. Rudziński i Wiśniewski pozostali w Glasgow, Jan w Polsce nie miał już nikogo. Nie zapomniał o ojczyźnie, Nadsyłał do muzeum Maryn arki wojennej pamiątki z czasu wojny. Wreszcie po 57. Latach zdecydował odwiedzić ziemię rodzinna. To był dla mnie nakaz życia – mówił do załogi ORP „Błyskawica” podczas spotkania w Salonie Kaprów. Na ich prośbę opisał epizod walki z „Bismarckiem”. Mówił również o trudzie konwojów do Murmańska czy na Maltę. Zdarzyło się tamże, że HMS „Nelson” oberwał torpedę a ORP „Piorun” towarzyszył mu eskortując krążownik do portu. Musiał iść z minimalną prędkością. To było czyste samobójstwo. Anglicy dobrze wiedzieli, jak wykorzystywać nas, Polaków w najtrudniejszych sytuacjach!
   Wojna, to również nieco lądowych uciech. Byli niezmiernie dumni z ciebie, Zuli wręcz miłość Anglików do polskiego munduru. Dziewczyny bardzo się uśmiechały; kochały się w nich na zabój ale na piwo ledwie starczało. Ale angielska policja była dla nich niezwykle uczynna: zawsze podwoziła ich tam, gdzie poprosili. Jan i jego koledzy byli bardzo szczęśliwi ze służby pod biało-czerwoną banderą. To była ICH Polska!
   Spotykaliśmy się kilkakrotnie i wiele rozmawiali o tamtych czasach. Gdzieś jeszcze czekają moje taśmy magnetofonowe. Może kiedyś zdołam je zdigitalizować. Wówczas staną się  „dźwiękiem” do tego materiału.
   Można powiedzieć, że zawdzięczamy powstanie 2 filmów o „Piorunie”. Wcześniej był także ważny epizod dla wszystkich marynarzy zamieszkałych w kraju i za granicą– uczestników konwojów polarnych o medalach radzieckich za tamten okrutny czas. Temat udało się pozytywnie załatwić dzięki wielkiemu zaangażowaniu konsula Walerija Kubanowa.
   Wszystko wzięło się od niewielkiej notki zamieszczonej w lokalnej gazetce w Glasgow w roku 1995. Napisano w niej o „niezidentyfikowanym sowieckim okręcie zza żelaznej kurtyny, który przyszedł  miastu z pomocą podczas Blitzu (cytat z pamięci). Chodziło o ORP „Piorun”. Rudziński napisał do gazetki, która się nie odezwała oraz do szefa biblioteki miejskiej Johna Hooda. Te co nieco wiedział o polskich śladach w Glasgow podczas wojny oraz interesował się historią. Jan poprosił mnie o materiały  dotyczące „Pioruna”. Otrzymał ich sporo, w tym i o nowym „Piorunie”. Wreszcie w Daily Mail 27 grudnia 1995 ukazał się całostronicowy materiał Alexa McNaira Forged by the Blitz. W mieście narodziła się myśl o przypomnieniu czynu wojennego polskich marynarzy w przybranej ojczyźnie, a żyła ich tam wówczas spora grupa.
   J. Hood wiedząc o Piorunowcach w Polsce, namawiamy zresztą do tego, postanowił zorganizować wycieczkę do Polski, aby nakręcić drugą część materiału filmowego. W zimę, podobną zresztą do dzisiejszej, 19 stycznia 1996 przybyła delegacja z zcą mera Glasgow - Clydebank Georgiem Cairneyem i radnym Johnem Gillece oraz J. Hoodem a także dwoma operatorami telewizyjnymi. Rozpoczęła się ich wielka przygoda z Ziemią Nieznaną. Nie przytoczę opinii, z którymi delegacja (poza Hoodem) przybyła do Polski. W Gdyni pośród śniegów jakoś misiów nie dostrzegli...
   Powstała druga część filmu o „Piorunie” oraz sporo innych materiałów.  Szkoci opisali swoje doznania w publikacji Nr 2 z marca 1996 Gdynia Diary.
   W taki oto sposób Jan Rudziński, polski Francuz mieszkający w Glasgow przyczynił się do uruchomienia tej wielkiej lawiny, której skutki opisaliśmy. Za nią poszły inne. Przypomniano Szkotom piorunowców, ich czyn dla przybranej ojczyzny. Później odsłonięto pomnik polskiego czynu w centrum miasta przy merostwie Clydebank.

                         Józef Wąsiewski

Jan Rudziński, mat z ORP
Wręczanie bandery wojennej ORP
Jan Rudziński, mat z ORP
Dziennik Gdyński 1.
Jan Rudziński, mat z ORP
Dziennik Gdyński 2.
Jan Rudziński, mat z ORP
Dziennik Gdyński 3.
Jan Rudziński, mat z ORP
Dziennik Gdyński 4.
Jan Rudziński, mat z ORP
Dziennik Gdyński 5.
Jan Rudziński, mat z ORP
Dziennik Gdyński 6.
Jan Rudziński, mat z ORP
Dziennik Gdyński 7.
Jan Rudziński, mat z ORP
Dziennik Gdyński 8.
Jan Rudziński, mat z ORP
Por. mar. Henryk Gorzelańczyk w Murmańsku.
Jan Rudziński, mat z ORP
Tekst o blitzu.
Jan Rudziński, mat z ORP
Pamiątkowy kielich Clydebank.
Jan Rudziński, mat z ORP
Krawat merostwa Clydebank.
Jan Rudziński, mat z ORP
Oryginał zdjęcia pokazanego wcześniej w gazecie.
ten artykuł przeczytano : 4373 razy.