Start » Wydawnictwa » Jerzy Mieszkowski, Wspomnienia o ludziach i okrętach

Marynarka wojenna

Nowe

Najciekawsze

Szukaj
Loading
Nasze strony

Guziki polskiej MW 1918-2008

Na stronie jest
14
zwiedzajacych

Jerzy Mieszkowski, Wspomnienia o ludziach i okrętach

Jerzy Mieszkowski, Wspomnienia o ludziach i okrętach
Jerzy Mieszkowski, kapitan "Morskiej Woli".


     Jerzy Adam Mieszkowski (1904–1986). Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi  z Mieczami.
Urodził się w Warszawie, zmarł w Montrealu. Absolwent Wydziału nawigacyjnego Szkoły Morskiej w Tczewie w roku 1930. Podporucznik marynarki rezerwy, kapitan żeglugi wielkiej. Podczas wojny jako kapitan pływał na statkach Polskiej Marynarki Handlowej m/s „Morska Wola”, s/s „Paderewski”, s/s „Białystok”, m/s „Stalowa Wola” i s/s „Borysław”.


     Autor znakomitych wspomnień, niewielkiej książeczki liczącej raptem 112 stron Wspomnienia o ludziach i okrętach, wydanej w Gdańsku w 1991
Swoje wspomnienia zawarł w siedemnastu rozdziałach, z których każdy jest warty przeczytania.
Powiem wprost: kto chce znać trochę chociażby morze opisane przez dowódców okrętów czy kapitanów statków, tę książeczkę zwyczajnie musi połkać.
Oto wybrany fragment dla wskazania, że Polacy w pewien sposób wpłynęli podczas wojny także na Amerykanów...

     W ostatnim dniu przed wprowadzeniem  VAT na książki, który zahamuje produkcję książek, spowoduje spadek i tak beznadziejnego u nas czytelnictwa, podniesie ceny słowa drukowanego, wszystkim miłośnikom prawdziwej książki tę lekturę polecam.



Z rozdziału Konferencje konwojowe i tajemnice wojenne


     Było to w Nowym Jorku. Miałem się dowiedzieć, na kiedy załadować s/s „Paderewski w jego następną podróż do Argentyny oraz gdzie i kiedy zgłosić się do rozkazy na odprawę konwojowa. Poprzednio, zanim Stany Zjednoczone przystąpiły do wojny, zgłaszałem się przed każdą podróżą do brytyjskiego konsulatu generalnego, gdzie dawano mi instrukcje i „rutę”, to jest wytyczne dotyczące nawigowania czy to do Halifaxu po konwój, czy też samotnej żeglugi do Brazylii lub Argentyny. U-bootów jeszcze nie było, ale za to pirackie krążowniki uwijały się tam przeważnie bezkarnie. Przyszedł jednak czas, kiedy US Navy przejęła ze swych portów kontrolę na morzu. Zamiast do Anglików, skierowałem się do wielkiego budynku w dole Nowego Jorku, gdzie „zapanowała” amerykańska Navy control.
     Wchodzę do budynku. Nikt mnie nie legitymuje. Spostrzegam przy stoliku informacyjnym koło wind podoficera marynarki.
     – Chciałbym się dowiedzieć, gdzie mogę zasięgnąć informacji o konwojach?
     – Dokąd?
     – Do Ameryki Południowej – odpowiadam.
     – Pojedziesz – byłem w ubraniu cywilnym, dlatego tytułował mnie „you” a nie „Sir” – pojedziesz na dwudzieste drugie piętro i tam zapytasz, który pokój.
     Na dwudziestym drugim piętrze znów stolik, znów podoficer, znów te same moje pytania i żadnego legitymowania się, do którego tak przyuczony byłem przez Anglików.
     – Korytarzem na prawo, pokój taki a taki – brzmiała informacja.
     Drzwi otwarte. W pokoju nie ma nikogo. Przezornie nie wchodzę, czekam na korytarzu. Zjawia się młody oficer. Rangi nie widzę, bo jest bez marynarki, ale w białej koszuli i czarnym krawacie. Potwierdza, że jestem pod właściwym adresem i prosi do pokoju. Wisi tam marynarka z dwoma paskami na rękawach. Znowu żadnego legitymowania się! Ja tez unikam powiedzenia, kim jestem. Zaczyna mnie to już nie dziwić, ale bawić. Oficer jest bardzo uprzejmy. Dokładnie informuje mnie kiedy i którędy mam iść do Norfolku po nowy konwój, pokazuje na mapie. Na zakończenie, zamiast wstać, podziękować i wyjść, rozsiadłem się głębiej w fotelu i oznajmiam:
     - Bardzo mi pan, panie poruczniku, dokładnie i grzecznie o wszystkim opowiedział. Szczegóły, które powinny być tajne… A czy wie pan chociaż, komu to pan powiedział?
     Porucznik zbladł. Poderwał się z krzesła. Czułem, że gdyby miał rewolwer, to wycelowałby we mnie.
     – Kim pan jest?
     A potem, już odważniej, kazał mi się wylegitymować. List polecający z firmy mu nie wystarczył. Paszport! Sprawdzał każdą stronę, badał, czy fotografia nie przylepiona i czy „podobna” do mnie. Powoli uspokajał się, ocierał pot z czoła, ale ciągle podejrzewał coś złego.
     – Kto pana tu przysłał?
     Wyjaśniłem mu sprawę. Podkreśliłem,  jak bardzo byłem zdziwiony i oburzony jego szczerą otwartością, co tym bardziej było dla mnie niezrozumiałe, że przyzwyczajony byłem do surowej security brytyjskiej i kanadyjskiej. Dodałem, że mogłem zabrać się i wyjść po uzyskaniu od niego potrzebnych mi wiadomości, ale troska o statek oraz kolegów, którzy woleliby, aby US Navy lepiej i dyskretniej opiekowała się załogami i strzegła je od szpiegów, kazała mi to wszystko dobitnie powiedzieć mojemu rozmówcy. Gdy skończyłem, uspokoił się, usiadł, ale był mocno zaczerwieniony. Przy pożegnaniu bardzo mi podziękował.
     Gdy po kilku dniach znowu poszedłem do tego dużego budynku, podoficer na parterze i ten na dwudziestym drugim piętrze mieli duże pistolety za pasem. Kazali mi się legitymować. Przyglądali się fotografii, zanim puścili mnie dalej. Dodatkowy podoficer eskortował mnie do sali, gdzie odbywała się odprawa. Było tam już kilku kapitanów. Tradycyjny stół, a za nim oficerowie. Zobaczyłem „mego” porucznika. Był podenerwowany i jakby kogoś wypatrywał. Gdy mnie spostrzegł, widać było, że odetchnął, ale wyglądało na to iż ciągle jeszcze nie był pewien, czy nie jestem jednak z kontrwywiadu czy innego FBI. Po konferencji podszedł do mnie i jak stary przyjaciel uścisnął mi rękę i życzył dobrej podróży. Nie mogłem sobie odmówić satysfakcji i zauważyłem, że zastałem dzisiaj sporo zmian w tym budynku. – Czyżby– odpowiedział z uśmiechem, dodając: – W każdym razie bardzo panu dziękuję – za wszystko.
Zdjęcie autora z Księgi Polskich statków Jerzego Micińskiego, tom II.
                                 Opracowanie całości: Józef Wąsiewski.

Jerzy Mieszkowski, Wspomnienia o ludziach i okrętach
Jerzy Mieszkowski, kapitan "Morskiej Woli".
Jerzy Mieszkowski, Wspomnienia o ludziach i okrętach
Jerzy Mieszkowski, Okładka "Wspomnień o ludziach i okrętach".
ten artykuł przeczytano : 5261 razy.